Zatrudnijmy wujka Stanisława

 

Uwaga historia oparta na fikcyjnych realiach.

Może być nieco przerysowana. O ile miejsca i nazewnictwo są fikcyjne, tak pozostała część będzie prawdziwa, bądź zasłyszana od znajomych, gości weselnych, zespołów weselnych, od klientów. Będzie też o zwiedzaniu toalety i o stracie zdjęć ślubnych.

 

Zacznijmy od poszukiwań fotografa

„Mój wujek Stasiek ma dobry aparat. Myślę, że jak go poprosimy zrobi nam za flaszkę zdjęcia na ślubie.” Żeby zrobił to lepiej zapłacimy mu z koperty, 500 zł.

 

O ile wspomniany wujek może być dobry, tak poniższa historia historia pomoże w zrozumieniu, dlaczego warto poświęcić chwilę dla profesjonalisty.

 

 

Historia

Jak powszechnie już wiemy, fotografia ślubna to znacznie więcej niż posiadanie najdroższego sprzętu i dobrej kamery. Wujek Stanisław może i ma dobrą kamerę, w końcu ma dochodowy biznes i fotografię wykonuje z pasji. Nie tylko ma drogi sprzęt Canona 5D Mark IV za około 14500 zł, ale i najlepsze obiektywy serii L. Ogólnie z akcesoriami jak na pół-profesjonalnego fotografa przystało to jakieś 30 tysięcy złotych.

W ten sposób możemy przyjąć, że nasz wujek jest gotowy by fotografować nasz ślub. W końcu, co-najmniej, raz w miesiącu wychodzi na zdjęcia natury, po mieście poszukuje wielu ciekawych scenerii przy których wykorzystuje swój sprzęt i plecak. Prowadzi nawet fotograficzną stronę na Facebook, gdzie publikuje dokonania w każdy poniedziałek o tej samej godzinie.

 

Dzień ślubu

Przychodzi czas ślubu, wujek jest bardzo zadowolony że poprosiliście go o pomoc. Jest pewny siebie, że wykona dobrą robotę. Zaczął od kilku zdjęć na zewnątrz, by pokazać lokalizację, że dom i wystrój wygląda dziś przepięknie. Przyjechała nasza ulubiona makijażystka – tu również polecona koleżanka. Zaczynamy przygotowania. Wujek ustawia aparat w tryb pół automatu, jak na profesjonalistę przystało wie, że sprzęt pomaga. Niestety, aparat szybko okazuje się nie taki inteligentny jak napisano na pudełku.

Wujek zauważył, że chciałby pokazać nieco więcej, szerszy kąt scenerii przygotowań. Więc pobiegł do auta by zmienić obiektyw. Zanim jednak wrócił Panna Młoda była już pomalowana i dzieła dokańcza fryzjerka. Wujek już wie, że wkrótce będzie słynne „psiknięcie perfumem”. Niestety ustawienie dodatkowego światła bądź wykorzystanie zastanego mija się z celem, więc ratuje sytuacje podbijając czułość matrycy ISO. Działa, jednak nie wie, że za miesiąc rozczaruje się wykonując odbitkę powyżej formatu 10×15.

Wujek przed ślubem doszkolił się, więc po ubraniu sukni ślubnej przez Panną Młodą zaprosił ową na portret. Wie że warto wykonać zdjęcie lekko z góry, wskakuje na krzesło i ustawia ekspozycję. Niestety nadal nie spojrzał na światło i zapomniał o kompensacji, a także kompresji przestrzeni. Klika, coś klika, dobrze że robi dla nas pamiątkę na całe życie.

 

Czas ceremonii

Mamy duży obiektyw w plecaku, więc wykorzystamy go na serię zdjęć zbliżającej się pary do ołtarza. Tu nasz aktor zapomniał ustawić tzw. dobiegaczki, czyli odpowiedniego ustawienia ostrości – autofokusu by aparat podążał wraz z poruszającym się obiektem. Mamy 50 zdjęć, jedno pół-trafione.

Tato przekazuję przyszłemu mężowi, córkę pod ołtarzem. Znów 30 zdjęć, żadne do użytku. Ani to skadrowane, ani to ostre.

Ceremonia idzie świetnie, mamy kilka dobrych ujęć. Dołożymy jeszcze szersze ujęcie, przy zmianie obiektywu wujek dojrzał w oddali kościoła pierwszy pocałunek pary młodej. Zdał sobie sprawę, że będzie musiał to powtórzyć, może na wyjściu z kościoła. Ale czy uda mu się powtórzyć ten moment i emocje – o tym za chwilę.

Przed budynkiem kościoła mamy czas na zdjęcia grupowe. W trybie automatycznym aparat fotograficzny podołał i naświetlił zdjęcia prawidłowo, jednak słońce które pojawiło się na czołach Państwa Młodych trzeba będzie później wyretuszować – tylko jak skoro dołączone oprogramowanie do aparatu jest dość ubogie. Wymyślimy coś. * objaśnienie gwiazdki na końcu wpisu.

Wujek wykonał również zdjęcia z rodziną, skupił się na tym tak mocno, że nie zauważył niedoświetlenia każdego z nich, a wykonał tylko po jednym na dane osoby z rodziny. Połowa osób ma dziwnie przymknięte oczy, ale ciocia tak czasem ma, to na pewno nie wina fotografa.

Przychodzą oczepiny, to już 10 godzin z aparatem. Wujek zdaje sobie sprawę, że nie napił się ani z młodym, ani z teściem. Powinien się trochę zrelaksować i ‚użyć’ wesela, w końcu jest częścią rodziny. Dał aparat na chwilę swojemu dwunastoletniemu synowi, który również kocha fotografię i powiedział żeby robił zdjęcia.

Wujek jest wykończony tak że nie fotografował już nic i zapomniał że w kieszeni ma jedną z kart pamięci na którą zrobił przygotowania. Na oczepinach znajdziemy ją gdzieś pod stołem, ale o tym jeszcze nikt nie wie. Miejmy nadzieję, że kawałek plastiku przykuje uwagę właściciela sali lub ekipy sprzątającej.

Do czasu kiedy wujek nie dokupi i nauczy się programu do obróbki graficznej, wywoła RAW’y z automatu. JPEG nagra na płytkę DVD i wręczy parze młodej. Panna Młoda i Pan Młody szczęśliwi trzy dni po ślubie siadają do telewizora i są pozytywnie zdumieni jakością i jak dobrą robotę wykonał wujek. Aż 2000 zdjęć!

 

Państwo Młodzi właśnie mają łzy w oczach. O ile jest to bardzo ważne i może wskazywać na podekscytowanie, tak jednak do końca nie jest. Tylko 100 z 2000 zdjęć jest akceptowalne, nie są za ciemne, za jasne. Nie rozmazały się, albo są dość dobre. Para przypomniała sobie kilka momentów których brakuje, ale przymykają oko, w końcu zaoszczędzili dużo pieniążków**.

 

Kiedy powyższa historia jest fikcyjna, każdy z tych pojedynczych zdarzeń pochodzi i zawiera odrobinę prawdziwych sytuacji. Takie sytuacje jako fotografowie zawodowi czy filmowcy, zespoły słyszymy cały czas. W zasadzie na większości z wesel jesteśmy w stanie znaleźć niezadowolone osoby z poprzednich współprac z fotografami. Czy to przy małych zleceniach typu chrzciny, czy świecące głowy, brak zdjęć, zatrudnianie wujków i nie obiektywnych osób z rodziny do tworzenia pamiątki jest powielanym błędem. Dlaczego tak dobry sprzęt i doświadczenie wujka, w fotografii kwiatów i fotografii ulicznej miasta, nie zadziałało?

Spróbujmy na to odpowiedzieć kilkoma punktami:

– umiejętność bardzo szybkiej zmiany ustawień kamery, wręcz intuicyjnej obsługi aparatu w różnych warunkach oświetleniowych zawiodła.
Czas na zmianę ustawień liczony jest w sekundzie, dwóch, trzech. Trzeba to zrobić w czasie rzeczywistym bez myślenia. Jak to wykonać, instrukcji wujek nie przeczytał.
– umiejętność interpretacji oświetlenia sceny, kompensacji niedoświetleń, prześwietleń to więcej niż umiejętność czytania tego co pokazuje nam światłomierz aparatu
– doświadczenie które pozwala na przewidywanie sytuacji i zdarzeń oraz drugi aparat pozwalający wykonać szerszy bądź bardziej skompresowany kadr to braki które należy nadrobić
– noszenie przy sobie zapasowej baterii i karty to również komfort psychiczny fotografa
– doświadczenie w fotografii nie powtarzalnych momentów. Pomińmy pierwsze pocałunki, ale gesty, czy muśnięcia których powtórzenie nie będzie nigdy już tak magiczne.
– doświadczenie w doborze kątów i perspektyw, możliwe tylko do uzyskania przez wieloletnią pracę i analizę
– siła i przystosowanie do wielogodzinnej pracy bez przerw 12-18 i czasem ponad 20 godzin. Filmowiec z gimbalem elektronicznym, fotograf ze sprzętem na szyi czy specjalnych szelkach dla fotografa. Jako fotograf ślubny nie bierzesz wolnego, nie odpoczywasz. Wyjście do toalety musi być dobrze obliczone – osobiście spotkałem przypadek kiedy na wyjeździe tortu weselnego fotograf zwiedzał tamten świat.
– umiejętność stwarzania scen z oświetleniem i wykorzystywania zastanego. Zrozumienie sprzętu oświetleniowego to znacznie więcej niż rozstawienie dwóch lamp speedlite w rogach parkietu
– brak współpracy z dużą grupą osób czy to podczas zdjęcia grupowego czy mniejszych formalnych ujęć
– brak zrozumienia różnych narodowości i pracy w często dwóch, trzech językach i kulturach jednocześnie
– unikanie uwieczniania dziwnych wydarzeń, wybór zdjęć zanim zostaną wykonane zmniejsza czas poświęcony na post-produkcję
– ..wiele mniej istotnych aspektów.

Kiedy możecie zaoszczędzić na barze z drinkami, na wynajęciu drogiego auta za 2000 zł, tak na fotografii ślubnej, nie powinniście. Jeśli oczekujecie profesjonalnej jakości, a nade wszystko kreatywnego i naturalnego podejścia do Waszego dnia ślubu. Ponadczasowej pamiątki która w ręku wywoła tylko pozytywne wspomnienia, również w kolejnych pokoleniach, zawodowiec to dobra droga wyboru.

 

Dobór fotografa

W wielu przypadkach jest wiele studiów fotograficznych które pomogą Wam dopasować pakiety pod Wasze potrzeby i budżet. W tym przypadku wybór jakości nad ceną jest kluczowy. Wybierzcie dobrego fotografa lub duet, zapomnijcie na ten moment o albumach, wydrukach i pokazie slajdów. Ze słabego materiału niewiele zrobicie, a z dobrego zawsze może powstać coś estetycznego czy wręcz obłędnego. Poczekajcie na lepsze czasy, kiedy poukładacie życiowe sprawy możliwe że na wszystko przyjdzie czas. I zdjęcia powrócą, a z nimi wspomnienia, historie. Historie te zabawne, również te, o które z perspektywy czasu wiemy że nie potrzebnie się martwiliśmy. Ponadto, pięć czy dziesięć lat później będą stanowiły wspólną wartość dla rodziny. Lepiej poczekać, niż żałować po powrocie z miesiąca miodowego.

Podsumowując, możecie zawsze zamówić produkty później, ale nigdy nie zamówicie lepszej jakości.

 

 

Chris Martin w filmie A Head Full of Dreams o pisaniu piosenek powiedział słowa. „Nikt naprawdę nie wie, skąd biorą się piosenki. Nie wiesz gdzie, dlaczego i czy kiedykolwiek coś powstanie. Napisanie wszystkich najpopularniejszych piosenek zajęło mi dziesięć minut. Ale możesz to zrobić tylko siedząc godzinami i kolejnymi setkami godzin nad innymi tekstami. I wtedy raptownie wszystko się układa i piszesz to na kartce.”

To dotyczy również rejestracji obrazu, fotografii, filmu, dźwięku.
I kiedy słyszę osobę, jaki to mój aparat świetny.. wracam w myślach do momentu, ile czasu poświęciłem na proces myślenia, energii oraz doświadczenia o danym ujęciu, by finalnie je wykonać.

A to wszystko za mnie zrobił mój świetny aparat.

 

 

 

 

Inspiracje i przypisy:
– rozmowa z Panną Młodą której rodzina zabroniła najmu fotografa na ślub pod pretekstem że się nie pojawią
– wykonanie zlecenia poprawy obróbki zdjęć ślubnych po innym fotografie
– anglojęzyczny wpis „zatrudnijmy wujka Joe” na ślub przez Lin&Jirsa

* ściągając (…)legalnego Photoshopa z pakietu Adobe wujek natrafił na wirusa, który zablokował sprzęt na okrągły tydzień. Na szczęście nasze zdjęcia były jeszcze na kartach pamięci.
** na pamiątkę wykonali kilka wydruków 10×15, foto książkę za 49,90 na promocji w pobliskiej drogerii. Książka posiada kod kreskowy na głównej stronie, krzywo się otwiera, a sam wydruk poszedł z automatu. Taki jednorazowy, trochę taki ten produkt.

Komentarze